Poon Hill trekking  – Joga w Nepalu 2018

Panorama Himalajów o wschodzie słońca z punktu widokowego Poon Hill (3200 m n.p.m) nad przełęczą Gorepani to absolutnie estetyczno-mistyczne przeżycie.

images

Nad głęboko wciętą doliną rzeki Kali Gandaki (Czarna Rzeka) wznoszą się dwa ośmiotysięczniki : Annapurna I 8091m n.p.m.(Bogini Żywicielka) i Dhaulagiri 8167m n.p.m (Biała Góra). Dolina ta należy do najgłębszych dolin rzecznych świata. Różnica poziomów między dnem doliny, a ośnieżonymi szczytami wynosi niemal siedem tysięcy metrów.

Kwitnące lasy rododendronowe na wiosnę, a w tle białe szczyty górskie dostarczają niezapomnianych widoków.

fullsizeoutput_c4a

Dotarcie do Poon Hill jest możliwe dzięki stosunkowo łatwej wędrówce trekkingowej w rejonie Annapurny. Podczas niej można zobaczyć Himalaje i mieć możliwość spotkania różnych grup etnicznych zamieszkujących ten region. Każdego roku, od marca do połowy maja oraz od września do grudnia tysiące odwiedzających odwiedza Ghorepani i Poon Hill.

fullsizeoutput_c52

Szlak turystyczny do Poon Hill przebiega przez malownicze, etniczne wioski o bardzo zróżnicowanej architekturze zamieszkałe przez plemiona Gurung i Magar. Wędrówka oferuje możliwość dotarcia do  przepastnych dolin, gęstych lasów rododendronowych (kwitnących wiosną) i oraz widoku wodospadów. A za każdym rogiem rozpościerają się niezapomniane widoki na ośnieżone Himalaje.

W tle górskich szczytów wyróżnia się piękną sylwetkę Machhaphuchhare, Maćhapućhare (nepali: माछापुछ्रे)(6997m n.p.m)

IMG_5224

IMG_4012

Swoim kształtem przypomina rybią płetwę. W języku nepalskim jej nazwę można przetłumaczyć jako „Rybi Ogon”. Góra ta nie została dotąd oficjalnie zdobyta. Nepalczycy wierzą, iż jest ona świętą górą, siedzibą bogów i aby ich nie niepokoić, nie wydają zezwoleń wyprawom himalajskim.

My, mając w planach 5 dni w trakcie naszej jogowej wyprawy do Nepalu, decydujemy się na opcję cztero- pięciodniową. Oczywiście przed wyjazdem była joga.

P1090391_preview

ŚRODA 25 kwiecień 2018

Tego dnia wyjechaliśmy z Kathamadu w kierunku Pokhary. Droga wiodła przez przełęcze, doliny i urwiste brzegi himalajskich rzek.

IMG_5229

Widoki nieraz piękne, nieraz zapierające dech. Niejedno z nas wstrzymywało oddech także z powodu stylu jazdy tutejszych kierowców :-). Wbrew pozorom, jeżdżą oni bardzo bezpiecznie – po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, jak tu jeżdżą.

fullsizeoutput_867

Po południu dotarliśmy do Pokhary, gdzie została część grupy, a my po chwili odpoczynku pojechaliśmy dalej do Nayapul, gdzie zaczynała się nasza wędrówka po górach. Tam czekała na nasz kolacja, pokoje z już nieco spartańskimi warunkami oraz mały puchaty szczeniaczek – włochata kuleczka szczęścia 🙂

CZWARTEK 26 kwiecień 2018

We czwartek po śniadaniu ruszyliśmy. Z początku było bardzo łatwo i pierwsze kilka godzin szliśmy doliną rzeki pośród malowniczych wzgórz.

 

Pogoda była idealna – ani za ciepło, ani za zimno. Do obiadu szliśmy sobie spokojnie zachłystując się świeżym powietrzem. Na obiad był dal bhat – czyli tradycyjny nepalski zestaw dań: ryż, gęsta zupa z soczewicy, warzywa i jakieś lekko zblanszowane liście (coś jakby szpinak).

P1090924_preview

Później szliśmy co raz nieco w górę i nieco w dół, czasem przez wiszące mosty, aż w pewnej chwili zaczęły się… schody. A konkretnie ponad 3 500 schodów. Różnica poziomów do pokonania to ponad 900 metrów. To tak jakby wejść na najwyższy obecnie budynek świata w Dubaju. Lekko nie było, zwłaszcza, że nie było chwil, w których szliśmy po terenie poziomym, co dawał oby choć chwilę odpoczynku – ciągle pod górę.

fullsizeoutput_c45

Późnym popołudniem doszliśmy na szczyt tych schodów do miejscowości Ulleri (ok. 1960 m.n.p.m.). Jak tylko weszliśmy do kameralnego hoteliku zaczął wiać silny wiatr i padać deszcz. Mieliśmy szczęście.

Wieczór minął nam w jadalni, gdzie po kolacji, siedząc przy ciepłym palenisku słuchaliśmy opowieści naszych nepalskich przewodników – Rindżiego i Sandżoka. Mówili nam o tym co nas czeka w kolejnych dniach wędrówki, o swoich przygodach, których doświadczyli przez lata chodzenia po Himalajach, o przyrodzie i zwyczajach ludów górskich Nepalu.

Na dobranoc, tuż przed zmierzchem, swoje dostojne oblicze pokazał nam Hiunchuli.

fullsizeoutput_c46

PIĄTEK 27 kwiecień 2018

W piątkowy ranek, przy pięknej pogodzie, wyruszyliśmy w drogę do Ghode Pani (2784 m.n.p.m.). Na początku było jeszcze trochę schodów, ale później droga wiodła przez lasy – czasem nieco w górę, czasem w dół. Była piękna pogoda i słońce, ale cień drzew przyjemnie chłodził. Na wieczornym spotkaniu Rindżi ostrzegał nas, że po deszczu na drodze i drzewach mogą być pijawki, które tylko czekają, aż ktoś z nas przystanie i by przyssać się do skóry. Na szczęście żadna na nas nie czekała, no – może jedna…

fullsizeoutput_c47

Na obiad nasza grupa podzieliła się na „partię popierającą dal bhat” i „partię zupowo-makaronową”. I tak już będzie do końca wędrówki. Dal bhat ma tę zaletę, że w Nepalu podawana jest podstawowa porcja, a później donoszone dokładki tak, że można najeść się do syta. Dal bhat w każdym miejscu smakuje inaczej, więc trudno żeby się znudził.

Ten dzień był bardzo przyjemny – nagroda po wczorajszych „schodach do nieba”. Po południu dotarliśmy do Ghode Pani, niektórzy z nas zakwaterowali się w małych domkach, niektórzy w głównym budynku hotelu. Później zebraliśmy się w dużej hotelowej stołówce i najpierw słuchaliśmy opowieści naszych przewodników, potem zjedliśmy pyszną kolację, a następnie wiele z nas zasiadło obok wielkiego żeliwnego cylindra, w którym palił się ogień i przyjemnie nas ogrzewał. Na zewnątrz szalał wiatr i zacinał deszcz. Znowu mieliśmy szczęście do pogody.

SOBOTA 28 kwiecień 2018

Sobota zaczęła się dla nas bardzo wcześnie – już o brzasku, ok. godziny piątej, wyruszyliśmy na punkt widokowy Poon Hill. Leży on na wysokości ok. 3 200 m.n.p.m. Szliśmy tam prawie godzinę po kamiennych… schodkach, na szczęście nie tak stromych jak „schody do nieba”. Ale warto było…

fullsizeoutput_c53

Dziś niebo przeczyszczone wczorajszym wiatrem odsłoniło nam nam dostojne oblicza masywów ośmiotysięczników Daulagiri i Annapurny. Patrzyliśmy na nie z podziwem i niedowierzaniem, jak w ogóle można się wspiąć na tak strome, prawie pionowe ściany. Moglibyśmy patrzeć jeszcze długo, ale trzeba było wracać na śniadanie i ruszać w dalszą drogę – dziś czekał nas naprawdę ciężki dzień.

IMG_4479

Na początku szliśmy pod górę. Im wyżej wchodziliśmy tym więcej było ogromnych rododendronów – wielkich drzew pokrytych purpurowymi kwiatami. W lasach położonych niżej, przez które przechodziliśmy wczoraj, okres ich kwitnienia już minął ale tutaj czerwone korony drzew pokrywały stoki wzgórz.

fullsizeoutput_c4b

Niesamowite były także tutejsze lasy. Drzewa mają niekiedy olbrzymie rozmiary i dziwaczne kształty. Wiele z nich pokryte jest liśćmi storczyków, które będą kwitły za dwa miesiące. Wiele starych drzew ma gałęzie otulone zwisającymi z nich mchami. Ścieżki, po których szliśmy, wiją się pomiędzy tymi drzewami, na górze baldachimy kwiatów pośród których brzęczą pszczoły…

fullsizeoutput_c4c

Po dotarciu na szczyt jednego ze wzgórz poczekaliśmy na resztę grupy. Ale nie to żebyśmy siedzieli i próbowali złapać oddech – zaczęły się nepalskie tańce.

 

Już od pierwszego dnia towarzyszyły nam chyba na każdym postoju i obserwowanie ich było dodatkową atrakcją dla innych ludzi idących szlakiem.

Później zaczęło się schodzenie. Nasz punkt docelowy Ghandruk leży na 1 939 m.n.p.m., tak więc różnica wysokości do pokonania od Poon Hill to ponad 1 250 m. 

P1090990_preview

Na początku schodziliśmy przez majestatyczne lasy – wielu z nas kojarzyły się one z tymi przedstawionymi w filmach „Władca pierścieni”. Piękne i groźne zarazem.

IMG_0179

Niekiedy szliśmy ostro w dół tylko po to, aby później znowu się wspinać. A potem znowu w dół. Setki, a może tysiące kamiennych schodków – czasami myśleliśmy, ile pracy ludzie włożyli przez stulecia, aby stworzyć te himalajskie szlaki.

fullsizeoutput_c48

Wokół drzewa, ściany skalne, potoki, powalone drzewa, małe wodospady, głazy, wąskie wąwozy, z których nagle wychodziliśmy na drogę nad ogromnym urwiskiem w pięknym widokiem na przepastną dolinę. Pogoda znowu była idealna.

fullsizeoutput_c4d

Potem było już tylko ostro w dół pięknymi wąwozami. Kolana dawały znać o sobie… Z niedowierzaniem patrzyliśmy na nepalskich tragarzy, którzy objuczeni wielkimi pakami zbiegali sobie koło nas z lekkością górskich kozic.

Chyba dawno nie cieszyliśmy się na widok łóżek tak, jak tego dnia po dotarciu do hotelu. Ale czekała nas oczywiście jeszcze kolacja i niespodzianka – jedna z uczestniczek wyprawy miała dziś urodziny i wielki tort idący w jej stronę aż wbił ją w krzesło. Nikt chyba nie spodziewał się, że po gromkim „100 lat” będziemy zajadali pyszny tort urodzinowy. Potem niektórzy z nas udali się na bardzo zasłużony odpoczynek, ale inni zaczęli… tańce nepalskie.

NIEDZIELA 28 kwiecień 2018

To był ostatni dzień naszej wędrówki. Rano wiele z nas odczuwało w nogach poprzedni dzień. Po śniadaniu ruszyliśmy znowu w dół kamiennymi schodami. Szliśmy pośród obłoków wzbijających się z dolin ku górze.

fullsizeoutput_c4f

Po dojściu do drogi, kilkoro z nas postanowiło jednak skorzystać z lokalnego autobusu – zmęczenie nóg lub obtarcia nie pozwalały cieszyć się wędrówką tą piękną doliną. Pozostali podziwiali piękno pól tarasowych, ludzi, wiosek, przyrody. Znowu mieliśmy idealną pogodę – zachmurzone niebo chroniło nas przed upałem. Po raz kolejny doświadczaliśmy serdeczności Nepalczyków, którzy pomimo życia w trudnych warunkach mają w sobie tyle pogody ducha i zawsze mają pogodne twarze.

fullsizeoutput_c50

Po południu dotarliśmy do naszego punktu wyjścia, do Ulleri. Tam nieco odpoczęliśmy i przeszliśmy do czekającego na nas już autobusu. Krótko po ruszeniu nim w kierunku Pokhary zaczął się deszcz… Naprawdę do pogody mieliśmy wyjątkowe szczęście.

Lekko nie było, ale tak wspaniałe wspomnienia i zbliżające nas wszystkich chwile warte były trudów wędrówki. Dla wielu z nas słowo „schodki” będzie już zawsze przywoływało wspomnienie tej wyprawy.

A tak przywitaliśmy po powrocie Pokharę 🙂

fullsizeoutput_c55

fullsizeoutput_c60